Choroby Zakaźne

Kropidłem na ASF

Afrykański pomór świń jak już wspominałem wcześniej zagościł u nas na dłużej. W Hiszpanii grasował od 1986 do 1995r. Obawiam się, że w Polsce może być podobnie. Oczywiście należy sobie postawić pytanie jak się w tej rzeczywistości zachować.

Pytanie jest czysto polityczne. Odpowiedź jest krótka, małe gospodarstwa nie mają szans na zrealizowanie zadań związanych z tzw. bioasekuracją.
Wynika to z wymagań prawnych i możliwości finansowych.
Obserwując działania polityczno-legislacyjne można odnieść wrażenie, że nie wszyscy zdają sobie sprawę z realiów polskiej wsi i nie tylko, przecież jak ktoś ma jedną świnię to też podlega wszystkim wymaganiom.
Ostatnio na zajęciach ze studentami przedstawiłem im rozporządzenie MRiRW z 9 lutego 2018r w sprawie szeroko pojętych działań prewencyjnych w zakresie ASF.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy studenci V roku weterynarii po zapoznaniu się z tym rozporządzeniem uznali, że jest ono niemożliwe do realizacji i teoretyczne.

Co mianowicie podnosili np. nakaz karmienia świń paszą zabezpieczoną przed dostępem zwierząt wolno żyjących.

Kto zagwarantuje, że po łące z której pozyskuje się zielonkę czy sterty słomy nie wędrują zwierzęta wolnożyjące ( czyli nie tylko dziki, ale wszystkie inne gatunki zwierząt wolno żyjących w tym myszy).

Ktoś może powiedzieć, że zielonką nie karmi się świń, czyżby, a pokrzywy, które w gospodarstwach, które utrzymują dwie trzy świnki są bardzo popularne, a słoma która często jest wykorzystywana jako ściółka.
Inne pytanie jak gospodarstwa drobnotowarowe zabezpieczą się przed dostępem zwierząt domowych czyli kotów, które są wszechobecne i stanowią główną broń w walce z gryzoniami.

Jak wyegzekwować od właścicieli gospodarstw realizację wymagań, żeby osoby wykonujące czynności związane z obsługą świń, przed rozpoczęciem obsługi świń zastosowały zabiegi higieniczne czyli mycie i odkażanie rąk oraz oczyszczanie i odkażanie obuwia, żeby prowadziły bieżące oczyszczanie i odkażanie narzędzi oraz sprzętu wykorzystywanego do obsługi świń, używały odzieży ochronnej oraz obuwia ochronnego przeznaczonego wyłącznie do wykonywania tych czynności.

Oczywiście wymagania są słuszne i celowe, ale pozostaje kwestia mentalności i odpowiedzialności właścicieli świń.
I oto mamy problem społeczny i polityczny.
W dużych gospodarstwach z realizacją takich wymagań nie powinno być problemu, jest za dużo do stracenia w sensie finansowym, ale w gospodarstwach, w których utrzymywane są dwie trzy świnie takie wymagania to utopia.
I właśnie takie utopijne wymagania mają kontrolować inspektorzy weterynarii.
Rękami weterynarii usiłuje się załatwić poważne problemy społeczno-gospodarcze. Oczywiście z konsekwencjami dla rolników.

Powiatowi lekarze weterynarii znajdują się ,,między młotem a kowadłem”.
Bez względu jakie podejmą działania to i tak się komuś narażą, albo politykom, albo swoim zwierzchnikom.

Pomijając, że wykonują robotą za innych np. za Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która wyszła paradoksalnie ,,z tarczą”  z kontroli NIK to Inspekcji Weterynaryjnej NIK przypisuje winę za nieskuteczne zwalczanie ASF.

A jak mają skutecznie zwalczać skoro nawet przedstawiciele kościoła są przeciw Inspekcji Weterynaryjnej.

Proszę posłuchać wypowiedzi kapelana rolników. https://www.topagrar.pl/articles/afrykanski-pomor-swin-asf/ksiadz-nie-wytrzymal-w-sejmie-widok-placzacych-rolnikow-jest-wstrzasajacy/
Może dzielni Inspektorzy NIK przegonią swoją obecnością ASF a kropidło kapelana zlikwiduje wirusa.

Jak dodamy do tego płot na ścianie wschodniej, kiedy pomór jest już ponad 200 km dalej to rysuje się obraz à la Bareja.
Brak stabilizacji organów Inspekcji Weterynaryjnej i presja na nią wywierana nie poprawi sytuacji, wręcz przeciwnie, a nakładanie dodatkowych absurdalnych obowiązków typu zajmowanie się kanapkami z krajów trzecich tylko pogłębi frustrację, co nie przełoży się na efektywność likwidacji ASF w Polsce.