Bez kategorii

Problem Inspekcji Weterynaryjnej nie tylko finansowy.

Skoro jest tak dobrze (co do finansów państwa) to dlaczego jest tak źle.

To a propos sytuacji generalnie w budżetówce a szczególnie w Inspekcji Weterynaryjnej.

Fala protestów zaczyna rosnąć. Czy weterynaria może coś ugrać. Myślę, że tak, ale to nie będzie prosta batalia.

Zacznijmy od ogółu. Bogate ustabilizowane gospodarczo kraje mają dobrze wykształconą, przygotowaną merytorycznie i przyzwoicie opłacaną armię urzędników.

Ci ludzie wiedzą, że ich sytuacja jest stabilna, mają zapewnioną dobrą emeryturę, przywileje i  nie przejmują się zmianami politycznymi, ponieważ nie mają one żadnego wpływu na ich pozycję i pracę. To od urzędników zależy sprawne funkcjonowanie administracji kraju. Mam tu na myśli wszystkich urzędników zarówno państwowych jak i municypalnych.

Dotyczy to także specjalistów.

W tym szeregu stawiam pracowników Inspekcji Weterynaryjnej, której organizacja nie jest jednolita i nie jest regulowana przepisami UE.

Przepisy UE nie określają organizacji ani struktur nadzoru weterynaryjnego. Praca w państwowym nadzorze weterynaryjnym nie odbywa się tam na zasadzie łapanki ,,przychodźcie kto może i ma chęć”, ale jest to w dobrym tego słowa znaczeniu selekcją pozytywną. Ponieważ płaca i prestiż są odpowiednie.

W Polsce od wielu lat selekcja ma raczej charakter negatywny, więcej ludzi kompetentnych odchodzi niż przychodzi.

A ci co przychodzą to w wielu przypadkach nie lekarze weterynarii, ale absolwenci kierunków atrakcyjnych w studiowaniu, po których co najwyżej można sobie wypisać mgr i szukać pracy bez perspektyw jej znalezienia.

Młodzi lekarze wolą prywatną praktykę, nawet w sytuacji, kiedy zarobki będą na takim samym poziomie jak w Inspekcji, ale bez bata nad głową.

Do czego to prowadzi, po pierwsze do degradacji urzędu, braku kompetencji a często do kompromitacji nadzoru.

Jeżeli do tego dodamy, że samolot zwany weterynarią już dłuższy czas leci na autopilocie ponieważ kapitan chyba wyszedł z kokpitu i jeszcze nie zdążył do niego powrócić, to obraz nam się wyostrza.

Kiedyś w jednym z artykułów określiłem weterynarię państwową jak choinkę, im wyżej tym gorzej.

Obecnie ta choinka ma już swój czubek całkiem cienki.

Dodatkowo każda zmiana polityczna jest jak tsunami, zmiata kierownictwo na różnych szczeblach, a biorąc pod uwagę bryndzę zawodowo-merytoryczną na stanowiska powołuje się coraz słabszych, ale za to wierzących lub niewierzących zależnie od opcji, która rządzi.

Niedawno w dyskusji ktoś podniósł temat, że należy zaangażować przedsiębiorców do walki w obronie Inspekcji Weterynaryjnej.

Idea bardzo słuszna, ale jakie mamy szanse. W tym przypadku jestem umiarkowanym optymistą. Niedawno miałem zajęcia z grupą przedsiębiorców i uderzyło mnie ich bardzo negatywne nastawienie do Inspekcji Weterynaryjnej. W trakcie dyskusji padały różne argumenty mniej lub bardziej celne.

Między innymi zarzucano brak doświadczenia zawodowego kontrolujących.

To prawda, w wielu przypadkach osoby kontrolujące w rzeźni, przetwórni lub innym zakładzie były jedynie z wycieczką na studiach. Nigdy nie pracowały w zakładzie, nie nadzorowały jego działania, nie znają specyfiki zakładu i sytuacji, która może zaistnieć w każdym momencie w trakcie produkcji.

Brak doświadczenia zawodowego nie pozwala na obiektywną analizę i ocenę ryzyka, a podejmowane decyzje nie uwzględniają bieżącej sytuacji zakładu.

Od wiedzy i doświadczenia kontrolującego zależy jak stwierdzone uchybienia zakwalifikuje. W wielu przypadkach kwalifikacje przerastają realne zagrożenia.

Należy wspomnieć, że przepisy UE nie są ,,matematyczne” nie określają czy maja być kafelki i ile ma być centymetrów. Legislator zdał się na wiedzę i kompetencje organów, mając na myśli to, że te właściwa władza jest odpowiednio wykształcona i przygotowana do pełnienie funkcji. Nie przewidział sytuacji, że kontrolujący może nie mieć nawet właściwych kwalifikacji zawodowych, jak to ma coraz częściej miejsce w Polsce.

Przedstawiciele zakładów bardzo  mocno akcentowali ,,pseudo kontrole” Inspektorów WIW. Zadawano słuszne pytanie, nie tylko o ich kompetencje zawodowe, ale również prawne. Przedsiębiorcy są świadomi naciągania przepisów przez Wojewódzkich Lekarzy Weterynarii, którzy pod płaszczykiem kontroli Powiatowego Lekarza Weterynarii kontrolują formalnie zakład. Oczywiście bez podstawy prawnej. Przedsiębiorcy z uśmiechem podawali przykłady kiedy to przedstawicielu WIW z doświadczeniem często paroletnim i to na szczeblu administracyjnym, kontrolują Inspektorów Powiatowych z praktycznym kilkudziesięcioletnim stażem pracy.

Jeżeli jeszcze dodamy, że prawnicy województwa udzielają porad i opiniują decyzje PLW to mamy klasyczne naruszenie instancyjności. Przedsiębiorcy dobrze o tym wiedzą, ale wychodzą z założenia, że ,,nie będą się kopali z koniem”.

Może się jednak okazać, że znajdą właściwe pęta i koń już nie będzie mógł kopnąć.

Muszę przyznać, że w ich wypowiedziach było ziarno prawdy, sam znam sytuację kiedy to PLW w rozmowie oficjalnej przyznaje rację podmiotowi, ale boi się działać zgodnie z przepisami ponieważ WLW uważa inaczej.

Wydawało mi się, że to tylko papież i to w sprawach wiary jest nieomylny.

Reasumując poważny przedsiębiorca jest świadomy odpowiedzialności za produkt i nie wyręczy go w tym Inspekcja Weterynaryjna.

Z chęcią i z wdzięcznością przyjmuje wszelkie uwagi Inspektora ponieważ spojrzenie z zewnątrz pozwala mu na szybsze wyeliminowanie potencjalnych zagrożeń. Musi to być jednak uwaga merytoryczna mająca podstawy prawne a nie widzimisię czasami poparte instrukcyjnym bełkotem lub telefonem z Warszawy.

Optymistyczne jest to, że przedsiębiorcy jak najbardziej widzieli poprawę sytuacji finansowej pod warunkiem zaangażowania kompetentnych inspektorów.

Moim zdaniem, bez większych nakładów można podnieść uposażenie po przeprowadzeniu weryfikacji liczby Powiatowych Inspektoratów Weterynarii.

W kraju znacznie bogatszym od nas i to w rejonach o dużej koncentracji podmiotów będących pod nadzorem weterynarii, zlikwidowano kilka powiatowych inspektoratów tworząc jeden.

Sam znam kilka powiatów, które nie mają czego nadzorować, nie ma zakładów, nie ma zwierząt, ale jest załoga. Zdarza się, że zdaniem podmiotów sam PLW nie jest zainteresowany, żeby powstały nowe zakłady ponieważ za takie same kiepskie pieniądze będzie miał dodatkowy obowiązek.

Gdyby stworzono jeden silny merytorycznie powiat ograniczając kadry i przeznaczając pieniądze dla kompetentnych inspektorów, może byłaby motywacja.

Kolejny krok to laboratoria. Czy rzeczywiście ma ich być aż 16 z filiami i pracownikami oraz sprzętem wykorzystywanym od czasu do czasu. Nie mówiąc o PIWPIB będącym laboratorium odwoławczym, referencyjnym i komercyjnym.

Przecież można skoncentrować badania w kilku laboratoriach, można wykorzystywać laboratoria prywatne.

Należy sobie wyjaśnić, że na zachodzie wykorzystywane są prywatne laboratoria, którym organy zlecają badania. Czy jest w tym coś złego poza oszczędnościami, które można przeznaczyć na pensje dla personelu?

Oczywiście należy podejść do tego bez emocji i patriotyzmu lokalnego, ale musi wreszcie ktoś podjąć temat dbając o szeroko pojęty interes weterynarii oraz gospodarki kraju.

Obawiam się, że reforma prędzej niż później nastąpi, ale z pominięciem lekarzy weterynarii, którzy będą jedynie siłą roboczą realizującą politykę mało kompetentnych politycznych marionetek.