Żywienie Zwierząt

BSE znika, a Polska znowu z tyłu.

Wprowadzając w 2000r zakaz stosowania przetworzonego białka zwierzęcego w żywieniu zwierząt gospodarskich (czytaj przeznaczonych do produkcji żywności) i przyklepując to rozporządzeniem 999/2001 w sprawie BSE, Unia Europejska weszła w ślepy zaułek, z którego do dzisiaj nie jest w stanie się wygrzebać.

Już krótko po wprowadzeniu zakazu, który motywowano zagrożeniem zdrowia ludzi najpierw chorobą Creutzfeldta- Jakoba, a później jego nowym wariantem, próbowano uniknąć histerii związanej z BSE. Jak już wielokrotnie we wcześniejszych artykułach wspominałem, BSE to nie gorączki krwotoczne Ebola czy Marburg. Samo zakażenie dotyczy określonych gatunków (przeżuwacze) i droga zakażenia jest dobrze znana czyli per os.
Wiadomo również było, że najbardziej istotnymi wektorami zakażenia były tłuszcze i tzw. mączki mięsno kostne stosowane w żywieniu gatunków wrażliwych na zakażenie czyli bydła owiec i kóz. Wszystko to było znane od samego początku afery BSE. Wynika z tego, że zakaz stosowania przetworzonego białka (z wyłączeniem białka przeżuwaczy) u drobiu i świń nie miał i nie ma istotnego znaczenia.
Straty ekonomiczne związane z zakazem wynikające m.in. z wprowadzenia białek zamiennych, zmian technologicznych i innych są ogromne.

Od pewnego czasu UE robi wygibasy prawne próbując z zaułka wyjść może nie twarzą, tylko inną częścią ciała, ale jednak wyjść. Robi to stopniowo dopuszczając najpierw przetworzone białko do żywienia cieląt ssących, później ryb, a teraz wydając nowy akt prawny, który dopuszcza wywóz czyli eksport przetworzonego białka do krajów trzecich i to bez żadnych deklaracji i bilateralnych uzgodnień.

Co się nagle stało, że tak radykalny zakaz zniknął jak bańka mydlana? Mogę się tylko domyślać, że jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o … .

Tajemnicą poliszynela było, że przetworzone białko płynęło szeroką fala w kierunku azjatyckim, nagle nastąpił krach i przetworzone białko zalega magazyny unijne, ceny spadły, Azja nie bierze, ratuj się kto może.
Nowe rozporządzenie Komisji 2016/27 z dnia 13 stycznia 2016r jest liberalne i wychodzi z założenia, że przetworzone białko unijne nie zawierające białka przeżuwaczy nie stanowi zagrożenia, a co z nim zrobią kraje trzecie to ich problem. Bardzo słusznie, tylko taką decyzję należało podjąć znacznie wcześniej .

Powstaje jednak pytanie jak to jest z zasadą równoważności w zakresie bezpieczeństwa produktów co wynika z rozporządzenia 178/2002, skoro inni to białko będą mogli stosować według własnego uznania to dlaczego nie można tego robić w UE.
Sądzę, że urzędnicy UE już o tym myślą, zresztą kilka lat temu był już przygotowany projekt rozporządzenia dopuszczający stosowanie tzw. ,,krzyżowe” przetworzonego białka w żywieniu drobiu i trzody. Zniknął nie wiadomo dlaczego. Polska była tego gorącym orędownikiem.

W swoich artykułach i na wykładach sugerowałem, że zliberalizowanie prawa w tym zakresie może stanowić pewne zagrożenie dla polskiego przemysłu utylizacyjnego, ale także dla branży mięsnej.

Okazuje się, że wydane rozporządzenie z 13 grudnia, które pozornie jest korzystne dla producentów i eksporterów przetworzonego białka w UE, dla Polski może stanowić poważny problem.  Dlaczego?
Dlatego, że takie białko może pochodzić z zakładów, w których jest zastosowany i wdrożony system gwarantujący wykluczenie zanieczyszczenia krzyżowego białkiem pochodzącym od przeżuwaczy. Żeby wyeliminować takie zagrożenie należy wprowadzić restrykcyjne zasady od momentu pozyskiwania produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego aż do ekspedycji produktów pochodnych czyli przetworzonego białka i tłuszczu.
Wiąże się to z segregacją surowca na poziomie rzeźni, zakładów rozbioru, przetwórni supermarketów, małych sklepów, ubojów na potrzeby własne itd. itp., a także oddzielnym składowaniu surowców, przetwarzaniu i składowaniu wyrobów gotowych, ekspedycji i osobnych środkach transportu.

W Polsce może to być to trudne do realizacji, szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw a konsekwencje jak zawsze finansowe.

Na rynku UE jest i będzie konkurencja, a zakładając, że standardy produkcji i bezpieczeństwo produktów jest porównywalne to istotnym elementem rywalizacji w handlu są koszty produkcji.Niemcy nie badają na BSE bydła poddawanego ubojowi ( donosiłem o tym w ubiegłym roku), a w Polsce w 2016r będziemy badali zwierzęta powyżej 108 miesiąca życia ( oba kraje są w tej samej grupie krajów o kontrolowanym ryzyku BSE) . Wiąże się z tym fakt, że Niemcy nie ponoszą kosztów badania, zmniejsza się czas produkcji (nie czekają na wyniki badań), ograniczą ilość materiału tzw. szczególnego ryzyka, mają także przygotowane i wyspecjalizowane gatunkowo zakłady przetwórcze ( utylizacyjne).

Wynika z tego, że w przypadku eksportu przetworzonego białka Niemcy (nie mówiąc o krajach o nieznacznym ryzyku BSE – których jest 20) stoją na uprzywilejowanej pozycji, a może zdarzyć się, że w przypadku uchylenia zakazu skarmiania to z Niemiec i z innych krajów będzie wprowadzane przetworzone białko do Polski.
W UE przepisy tworzy się wolno i wszyscy zainteresowani o tym wiedzą.Wszystkie kraje UE mają urzędników na szczeblu centralnym, którzy znają przepisy obecnie obowiązujące i projekty nowych aktów, można jednak sądzić, że jedni pracują, a drudzy myślą, że pracują.
Efekty odczuwa Polska gospodarka.