Bez kategorii

Komedia omyłek

Afera z chorymi krowami w województwie mazowieckim nieszczęśliwym trafem zbiegła się z wystąpieniem pierwszego od kilku lat przypadku BSE w województwie dolnośląskim.

W tym województwie nigdy BSE nie występowało.

Komunikat OIE opublikowany 04.02 2019r określa to jako: sub-clinical infection. Atypowe BSE typ L.

Zwierzę zgodnie z podanymi informacjami było w stadzie liczącym 50 sztuk. Brak jest informacji dotyczącej wieku zwierzęcia, postanowiłem więc uzupełnić wiedzę studiując dane Głównego Inspektoratu Weterynarii (GIW).

W komunikacie GIW podano: ,, Chorobę potwierdzono u krowy urodzonej w 2007 r., poddanej eutanazji z powodu urazów kończyn tylnych”.

Wielokrotnie podnosiłem temat niefortunnych, błędnych lub wręcz delikatnie mówić nielogicznych treści zawartych w pismach GIW. Mamy tego kolejne potwierdzenie , ale tym razem biorąc pod uwagę realia rynku wołowiny należy się zastanowić czy przypadkiem taki komunikat zamiast uspokoić nie spowoduje dodatkowych kłopotów.

Dlaczego?

Proszę zwrócić uwagę, że OIE informuje świat o subklinicznym czyli w zasadzie bezobjawowym BSE, potwierdzonym testem laboratoryjnym.

Objawami BSE są m.in. niezborność, ruchowa, niedowłady, zalegania, porażenia.

Komunikat na polskiej stronie jest niespójny i to nie tylko z informacją OIE, ale wewnętrznie jest niespójny. Dlaczego?

Ponieważ w komunikacie GIW potwierdzono chorobę ( jaką – BSE ?) a następnie, że zwierzę poddano utylizacji z powodu urazów kończyn tylnych.

Urazy ( kontuzja) mogą być spowodowana różnymi czynnikami, ale zazwyczaj nie klasyfikuje się ich jako choroby, chociaż mogą być jej następstwem.

Nie wyjaśniono jakie to były urazy – złamanie kości udowych, kości miednicy?

Czy urazy nastąpiły wskutek choroby czy też była to choroba np. porażenie poporodowe.

OIE mówi nie o chorobie, klinicznych objawach a o subklinicznych.

Wszystkie krowy z reportażu były leżące czyli idąc tokiem myślenia GIW  miały chorobę, urazy.

Bez względu co miały to zgodnie z przepisami powinny być zbadane na BSE, ale nie były.

Biorąc powyższe pod uwagę można się liczyć ze skomplikowaniem sytuacji.

Czekam z niecierpliwością na zapowiadane zmiany w ustawie o Inspekcji Weterynaryjnej i przerzuceniu ciężaru badań na jej urzędników. Bezustannie jednak zastanawiam się jak to pan minister zrobi i czy przypadkiem pamięta o tym, że trzeba znaleźć odpowiednią liczbę ludzi z właściwymi, określonymi przepisem kompetencjami i czy przypadkiem nie zapomniał, że muszą być prowadzone badania w kierunku gruźlicy, brucelozy, pomoru klasycznego , ASF   i wielu innych. Wykonują to lekarze wolnej praktyki. Jest to dla nich nieopłacalne i często jako tzw. marchewkę dostają wyznaczenia do badania mięsa. Jak im się to odbierze to życzę panu ministrowi i jego światłym doradcom powodzenia. Proszę również pamiętać, że obok molochów gdzie zarabia się bardzo dobrze są małe rzeźnie gdzie uboje są prowadzone raz dwa razy w tygodniu. Chyba tak się skoncentrowano na bydle, że zapomniano o innych gatunkach zwierząt rzeźnych podlegających badaniom.

 Poczekamy zobaczymy.