Bez kategorii

Minister od rolnictwa ma koncepcję i liczy na pomoc Komisji.

Po reportażu nt. uboju chorych krów pomyślałem, że Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi będzie miał znakomity argumenty do realizacji planu łączenia inspekcji. W internecie przeczytałem o innej bieżącej koncepcji ministra.

Nie wiem jakich ma doradców, ale jego koncepcja jest delikatnie mówiąc nierealna. Zapowiada mianowicie zastąpienie tzw. lekarzy weterynarii wolnej praktyki w ubojniach i przetwórniach mięsa pracownikami Inspekcji. 

Pozostają mu jeszcze przetwórnie i inne zakłady branży spożywczej gdzie jest prowadzony nadzór weterynaryjny przez wyznaczonych lekarzy weterynarii.

Ile Pan Minister przeznaczy na etat w tym ZUS, podatek , ilu lekarzy chce zatrudnić i gdzie ich znajdzie?

Nie wspomnę o kompetencjach, a tych brakuje już nawet teraz niektórym decydentom.

A może tak upaństwowić całą weterynarię ?

Utopijne pomysły.

Proszę pamiętać, że łańcuch żywnościowy jest nadzorowany przez weterynarię jeżeli już nie od pola, to przynajmniej od gospodarstwa do ekspedycji produktów z zakładu. Bez lekarzy wolnej praktyki i przekazywanych przez nich informacjom o stanie zdrowia zwierząt, stosowanych zabiegach i podawanych lekach, badający w rzeźni oceni jedynie stan faktyczny tuszy.

Pan Minister czeka na wizytę przedstawicieli Komisji bo może nam coś podpowiedzą.

Co nam mają podpowiadać oni chcą sprawdzić sprawność nadzoru, który w tym przypadku był nierealny.

Reportaż przedstawiał działania trzech ubojni tej ,,sztandarowej” z Ostrowii Mazowieckiej oraz dwóch innych w tym jednej już historycznej. Natomiast ta trzecia teraźniejsza to nieokreślona z nazwy ubojnia, na której terenie stały samochody z zalegającym bydłem, a inspektorzy weterynaryjni głośno wyrażali swoje stanowisko czy zwierzęta zejdą czy nie zejdą. Powinni zastanowić się dlaczego zwierzęta w takim stanie tam się znajdują. I nie ma tu znaczenia staż pracy tylko wiedza zawodowa i znajomość przepisów nie mówiąc o empatii. W tej ubojni jak wynikało z reportażu byłi lekarze badający. Komentarz zbyteczny.

Rozumiem, że władze mają problem znany już szeroko w Europie i próbują to w nieudolny sposób tłumaczyć, zrzucając cała winę na kilku producentów i nadzór weterynaryjny.

Tłumaczenie incydentalnością i błędami kilku ludzi nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością.

Niestety to nie jest przypadek odosobniony, ale proceder, który trwa i ma się dobrze. Znam przypadki kiedy lekarze weterynarii zgłaszali podobne zdarzenia prokuraturze, która sprawę umarzała.

Teraz nie umorzy bo jest sprawą europejską.

Wydaje się, że zarówno władze weterynaryjne jak i minister bardziej dbają o image producentów niż ochronę i bezpieczeństwo konsumentów.

Gdyby dokładnie prześledzić drogę zwierząt rzeźnych wszystkich gatunków od gospodarstwa do rzeźni to może się okazać, że z wielu względów te zwierzęta nie powinny tam trafić.

Sytuacji nie naprawią za nas Inspektorzy UE, nic nie da akcyjność i wzmożone kontrole, które szybko ustaną chociażby ze względów finansowych, organizacyjnych i kadrowych.

Wystarczy wykonywać swoje obowiązki kontrolując gospodarstwa, księgi leczenia zwierząt, dobrostan, wysyłki do rzeźni i informację łańcucha.

Współpraca lekarzy wolnej praktyki, inspekcji weterynaryjnej szczebla powiatowego oraz badających w rzeźniach wyeliminuje wszelkie przekręty.

Pod jednym warunkiem, że wszyscy wspomniani wyżej będą tym zainteresowani.